Tutoriale bukmacherskie - poradnik bukmacherski

Spowiedź typera cz. II

Udostępnij:
FacebookTwitter

Poznajcie Kosmo365, jednego z najlepszych polskich typerów bukmacherskich ostatniej dekady (z oczywistych przyczyn zmieniliśmy jego nick). Tylko u nas opowiada o tym, jak wyglądała jego droga do sukcesu. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z nim. 

spowiedz typera

W pierwszej części wywiadu, którą możecie przeczytać tutaj, nasz bohater opowiedział m.in. o tym, skąd wzięła się jego pasja do zakładów oraz stwierdził, że początki wcale nie były łatwe. Dziś zapraszamy Was na dalszą część, w której zdradzi, jakich błędów warto się wystrzegać, aby odnieść sukces w zakładach bukmacherskich. Przyjemnej lektury. 

 

  • Sporo przegrałeś w tamtym okresie?
     
  • Zależy co dla Ciebie oznacza sporo? Dla jednych będzie to miesięczna pensja, a dla innych kawalerka w centrum Warszawy.
     
  • Ok, zapytam inaczej. Ile wtedy przegrałeś?
     
  • Sorry, ale jeśli oczekujesz tu konkretnej kwoty, to Cię rozczaruję. Po pierwsze nie do końca wiem, bo nigdy tego nie liczyłem, a nawet gdybym wiedział, to i tak bym Ci nie powiedział. Pracowałem, zarabiałem, przegrywałem, pożyczałem, wygrywałem, przegrywałem i tak w kółko - tak to mniej więcej wyglądało przez kilka lat. Myślę, że uzbierałoby się na średniej klasy samochód.
     
  • Czyli niemało. Skąd przyszło otrzeźwienie? Gdzie był punkt zwrotny?
     
  • Wiesz co? Sam źle się z tym czułem i stwierdziłem, że albo zacznę to robić tak jak należy i wyciągać z tego jakąś kasę, albo trzeba dać sobie spokój. Nie ukrywam, że w końcowym okresie fazy przegrywania nie byłem w najlepszej formie psychicznej, zaczęło mi to coraz mocniej doskwierać. Pijesz alkohol?
     
  • Nie bardzo rozumiem, co to ma do rzeczy?
     
  • Po prostu. Odpowiedz na pytanie!
     
  • No tak, zdarza mi się wypić kilka piw od czasu do czasu.
     
  • Kiedy ostatnio miałeś kaca?
     
  • Całkiem niedawno. Kilka dni temu byłem na wieczorze kawalerskim i przyznaję, poniosło mnie.
     
  • Pamiętasz, jak się czułeś nazajutrz?
     
  • Pamiętam. Fatalnie. Bolało mnie wszystko, łącznie z paznokciami u stóp i włosami na plecach! Przysięgałem sobie wtedy, że nigdy więcej!
     
  • A co jeśli Ci powiem, że noc po dniu, w którym utopiłeś sporą kasę jest dwa razy gorsza od największego nawet kaca?
     
  • Na pewno nie od mojego!
     
  • Uwierz, wiem co mówię. Nie mam tu na myśli singla za kilka stów, ale zakłady za kilka tysięcy złotych. Zazwyczaj wtedy leżałem całą noc w łóżku nie mogąc zasnąć i zastanawiałem się “Jak to się do cholery po raz kolejny stało?”, “Czy naprawdę jestem takim debilem?”.
     
  • No więc właśnie. Jak zatem stało się to po raz kolejny?
     
  • Jak zwykle według tego samego schematu! Brak kontroli nad własnymi emocjami, zła ocena ryzyka i gorąca głowa. Wielu moich kolegów po fachu opowiadało mi, że nie kładli się spać z serią porażek. Obstawiali cokolwiek, byleby ostatni zakład danego dnia był zwycięski. Jeśli nie siadła im Bundesliga o 18:30 to obstawiali Serie A o 20:45, a następnie amerykańską MLS o 23:00. Jeśli i ten typ zawiódł podwajali stawkę na nocne mecze w NBA i NHL, a jeśli i tam zabrakło im szczęścia pogrążali się podczas gali boksu, o której nie mieli zielonego pojęcia. I wiecie co? Złapałem się na tym, że ja mam tak samo! Dokładnie ten sam scenariusz powtarzałem co weekend. Jeśli dodamy do tego morze wypitego alkoholu efekt mógł być tylko jeden…
     
  • Katastrofa!
     
  • Dokładnie tak. W ogóle alkohol i zakłady to temat na zupełnie inny rozdział.
     
  • Mamy czas…
     
  • Przeraża mnie to, jak wielu moich kumpli obstawia po wypiciu kilku piw. Ja nie byłem lepszy. Umówmy się. Zakłady wywołują ogromny skok adrenaliny. Emocje podczas gry za wysokie stawki są nie do opisania, a będąc nieco “znieczulonym” obniżamy ryzyko zawału, na wypadek gdyby sędzia nie uznał prawidłowego gola, albo ktoś spierdzielił rzut karny w ostatniej minucie. Tyle tylko, że oglądanie meczu popijając zimne piwko, a stawianie paru tysięcy złotych mając kilka promili we krwi to dwie zupełnie różne rzeczy. Nie ma możliwości, aby będąc nietrzeźwym zachować zdrowy rozsądek i prawidłową ocenę sytuacji. A już livebetting po pijaku można porównać chyba jedynie do popełnienia jakiegoś sepuku albo harakiri.

    Zawsze wówczas emocje biorą górę, a brawura i nonszalancja pociągnie Was na dno. Żadnej takiej pijackiej sesji zakładów na żywo nie zakończyłem na plusie. Powtarzam. Żadnej! Za każdym razem były to potężne tyły. Kiedy rano odpalałem komputer okazywało się, że obstawiałem jakieś idiotyzmy! Zakłady, których nigdy nie odważyłbym się postawić na trzeźwo.
     
  • Na przykład?
     
  • Kurcze nie wiem. Chociażby jakieś niekończące się taśmy za stówę lub dwie, gdzie w przypadku wygranej mógłbym pewnie kupić niezły samochód. Albo zakłady na żywo na zwycięstwo kompletnego outsidera z mega wysokim kursem. Albo zakłady na drużynę przegrywającą w tym momencie 0:2. Tego typu badziewia.
     
  • Coś z tego kiedykolwiek siadło?
     
  • Coś tam weszło raz na ruski rok i nie ukrywam, że satysfakcja była wówczas ogromna. Co z tego, skoro chwilę później, a najdalej następnego dnia straciłem wszystko z nawiązką!
     
  • Czemu? Zbytnia pewność siebie?
     
  • I tak i nie. Jest to coś trudnego do wytłumaczenia, jednak w przeszłości każdą większą wygraną trwoniłem w kilkanaście godzin. Za każdym razie w głowie zapalała mi się lampka, że to przecież wygrane pieniądze, a zatem swego rodzaju bonus. Skoro coś spadło z nieba, inwestowałem to lekką ręką, bez żadnej analizy, czy oceny ryzyka. Nagle okazywało się, że straciłem całą wygraną plus chcąc się odegrać, dokładałem jeszcze z własnej kieszeni. Zamiast dajmy na to 2 tysięcy wygranych, na koniec dnia byłem tysiąc do tyłu. Ten scenariusz powtarzał się setki razy.

    Dlatego w moim obecnym bukmacherskim wcieleniu wprowadziłem żelazną zasadę, że po każdej większej wygranej oraz po każdej większej przegranej lub serii drobnych porażek robię sobie kilka dni przerwy, aby nieco ochłonąć i nabrać dystansu.
     
  • Działa?
     
  • Oczywiście, że tak! Jasne, że nie w każdym przypadku i zdarza się, że mimo przerwy nie trafiam kolejnego zakładu, odpoczywam kolejnych kilka dni, a mimo to następny kupon również ląduje w koszu, jednak suma sumarum zawsze wychodzę na plus, a gdyby spojrzeć na mój bankroll w perspektywie rocznej, to moje środki cały czas regularnie rosną. To cieszy!

    A jeszcze wracając do poprzedniego wątku. Istnieją dwa rodzaje typerów. Jedni robią to tylko i wyłącznie dla zarobku, a to czy wygra Real czy Barcelona lata im koło.... sami wiecie. Z kolei drudzy są uzależnieni od adrenaliny i emocji, jakie gwarantuje im gra u bukmachera. Sam kiedyś należałem do tej drugiej grupy, jednak z czasem zorientowałem się, że nie tędy droga. Im więcej emocji i serducha wkładanego w zakłady bukmacherskie, tym gorsze efekty.

    Znam typera ze Szwecji, który wykręca genialne wyniki, jednak koleś jest po czterdziestce, nie ma żony, dziewczyny, podejrzewam zresztą, że nigdy nie miał, facet jest kompletnie aspołeczny i oderwany od rzeczywistości, natomiast nerwy ma ze stali i nic na nim nie robi wrażenia. Byłem z nim kiedyś na meczu żużlowym w Toruniu i oczywiście cały czas na telefonach odchodziło “lekkie” obstawianko. Zawodnikowi na którego postawiliśmy kupę szmalu na ostatnim czy przedostatnim okrążeniu, mniejsza o to, złamał się motor i zaliczył dzwona będąc przed sekundą na pewnym prowadzeniu! Czaicie? Motor złamał się w pół niczym zapałka. Czegoś takiego nie widziałem ani nigdy wcześniej, ani nigdy później i pewnie nieprędko zobaczę ponownie.

    I wiecie co? Podczas gdy ja siny z wściekłości kląłem wszystkimi przekleństwami świata, on po prostu wzruszył ramionami, zapalił fajkę i wyszedł. Podejrzewam, że nie miał szybszego pulsu, niż podczas porannego mycia zębów. Ale tak jak mówię. Gościu kręci dzięki temu niesamowite wyniki.
     
  • Można się czegoś takiego nauczyć?
     
  • Według mnie nie, trzeba by spytać specjalistów. Moim zdaniem albo ktoś ma wyrąbane na wszystko, albo nie! Podobnie jest z nastawieniem.
     
  • To znaczy?
     
  • Ja jestem urodzonym pesymistą. Moim zdaniem jeśli coś może się spieprzyć, to na pewno się spieprzy! Przez długi czas przekładałem to na betting. Stawiałem zakład na załóżmy Over 2,5 goli w meczu, a jeśli w 60 minucie było 1:1, to byłem pewny przegranej! Z drugiej strony miałem kumpla, który przy takim samym zakładzie i wyniku 0:0 w 75 minucie powtarzał zawsze “Spokojnie, jeszcze kupę czasu!”.
     
  • Myślisz, że to później przekładało się w jakiś sposób na końcowy efekt? W sumie, jaki wpływ na wynik obstawianego meczu ma Twoje nastawienie? Twoim zdaniem, przez to, że wykrakałeś sobie porażkę napastnik nie trafił do pustej bramki?
     
  • Nie, jasne że nie. Nawiązałem do tego, o co pytaliście wcześniej. Czy można kogoś nauczyć podejścia do zakładów? Nie! Podobnie jak podejścia do życia! Moim zdaniem ludzie się nie zmieniają. Albo ktoś się urodził spoko i zawsze będzie w porządku, albo ktoś się urodził bucem i zawsze będzie bucem! Myślicie, że nie chciałbym mieć nerwów ziomka ze Szwecji? Pewnie, że bym chciał! Ale to niewykonalne. Nawet po tylu latach każdy zakład to dla mnie mega emocje i mega doły, albo szalona radość. Raczej mi to nie pomaga, ale cóż mogę zrobić? Nauczyłem się z tym żyć!
     

KONIEC CZĘŚCI TRZECIEJ
 

Przeczytaj część pierwszą

Przeczytaj część trzecią

Udostępnij:
FacebookTwitter

Komentarze

Avatar

Niech każdy typuje po swojemu i zgodnie z własnym przeczuciem.

Trzeba nieco stracił by potem zarabiać.

Powodzenia wszystkim !

Avatar

Umówmy się. Większość kolesi w tym kraju obstawia na bombie! Dla nich nie liczy się czy wygrywają czy przegrywają. Chodzi wyłącznie o to, żeby coś obstawić. To tak jak z MŚ. Ponoć 90% zakładów dotyczących meczu Polska - Senegal poszło na zwycięstwo Polaków. Takiego patriotyzmu mogliby nam pozadzrościc nawet Amerykanie się oakzuje

Avatar

Taki mocny jesteś naprawdę? Chyba w gębie! to powiedz ilke na tych twoich pewnych kombosach wygrywasz miesięcznie? Miliony pewnie!!!!!!

Avatar

Takich ekspertow co ten niby tajny typer to zgniatam małym paluszkiem. Co to za gość jak pierdzi ze strachu kiedy 75 minuta a drużyna jeszcze bramki nie walnęła. Tak wogóle to ile on chce wygrać w kuponach z jedym zdarzeniem? 5 złotych? Najlepiej to minimum 5 meczów obstawiać, każdy po 3 kursie, za dyche to z przynajmniej z 2 tysie zainkasuje!

Avatar

Skończyłeś ekspercie? Twoja gadka zaczyna mnie już nudzić. Jak taki bystry jesteś to podaj mi zakład po kursie min. 1.80 który siądzie. Jeśli masz z tym problem, w takim razie shut up!

Avatar

to w końcu to typer czy alkoholik? Bo tu więcej o chlaniu niż o obstawianiu.

Napisz nowy komentarz

The content of this field is kept private and will not be shown publicly.

Restricted HTML

  • Allowed HTML tags: <a href hreflang> <em> <strong> <cite> <blockquote cite> <code> <ul type> <ol start type> <li> <dl> <dt> <dd> <h2 id> <h3 id> <h4 id> <h5 id> <h6 id>
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and email addresses turn into links automatically.
Darmowe typy

Darmowe typy bukmacherskie

W tym miejscu znajdziecie zawsze darmowe typy bukmacherskie, starannie wyselekcjonowane przez współpracujących z nami profesjonalnych typerów.

Aktualne darmowe typy
SINGLE
Stawka: 5/10
piłka nożna Cagliari - Lazio
Rodzaj typu: Over 2,75 | Kurs: 1.70 7/10
SINGLE
Stawka: 5/10
piłka nożna Borussia Dortmund - RB Leipzig
Rodzaj typu: Both To Score / Over 2,5 | Kurs: 1.70 7/10